33. Martwienie się, to zawoalowana forma agresji.

To, że się o kogoś martwisz, świadczyć ma podobno o tym, że życzysz temu komuś dobrze. Hipoteza dziś jest jednak taka, że martwiąc się o kogoś, zwyczajnie komuś szkodzisz. Wcale nie łatwo to udowodnić, więc zacznę od pytania, czy martwienie się może jednak pomaga?

Wyobraźmy sobie, że…

  • ruszasz na wielką wyprawę, a rodzina, przyjaciele mówią Ci: „będziemy się o Ciebie martwić, tam jest tyle niebezpieczeństw, zagrożeń, pułapek, chorób i złych ludzi… rety… jakie to niebezpieczne”.
  • idziesz na rozmowę rekrutacyjną, a Twoja żona przy śniadaniu mówi: „daj znać szybko jak było, bo będę się martwić czy Ci dobrze poszło…
  • idziesz do szpitala na planowany zabieg, a wszyscy wkoło ręce załamują i komunikują jak to się o Ciebie nie martwią, bo przecież „takie poważne mogą być komplikacje…rety, to takie straszne co Ci się przytrafiło.”
  • jedziesz samochodem do Warszawy, a mama mówi – „tylko zadzwoń jak dojedziesz, bo będę się martwić; teraz tyle wypadków.”

Czy to jakoś pomaga? Czy buduje naszą wiarę w siebie? Napawa optymizmem? Czy pomaga nam nie przeoczyć wszystkich tych dobrych rzeczy, które możemy po drodze spotkać? Czy dodaje odwagi? Nie. Nic z tych rzeczy. Nie pomaga. Za to myślę, że może skutecznie napawać lękiem…

Martwienie się, rzuca światło na wszystko to, co złego może się zdarzyć. Każe myśleć o niebezpieczeństwach. O ryzykach, zagrożeniach, czarnych scenariuszach, dramatycznych finałach i rozgrywających się na naszych oczach horrorach… Ktoś zapyta: „Co w tym złego?” i dalej: „Trzeba przecież te czarne scenariusze też brać pod uwagę… Dlaczego by tego nie robić?”  

Myślę sobie, że jest jedna podstawowa przyczyna – otóż podświadomość, jest jak zaklęty w lampie Dżin, który niepostrzeżenie spełnia życzenia myśli. Myśląc o wszystkim tym złym co może się wydarzyć, zapraszamy to do siebie. Przyciągamy. Zachęcamy. Prowokujemy.

W życiu jak na drodze.

Brałem kiedyś udział w specjalistycznym szkoleniu motocyklowym, które sobie z kolegami „po kierownicy” zorganizowaliśmy. Pamiętam do dzisiaj jedną z najważniejszych lekcji – w ostatnich ułamkach sekund, przed ew. kolizją/wypadkiem, kiedy czas zwalnia, opony piszczą, a obiekty przemieszczają się po nienaturalnych trajektoriach, kieruj wzrok w miejsce gdzie jest luka. Tam, gdzie jest przestrzeń, wyłom, przerwa – wszędzie tam gdzie możesz się zmieścić. Wpatrując się w „pędzące na Ciebie” drzewo lub ciężarówkę – najpewniej właśnie tam zakończysz swoją jazdę. Zatrzymasz się tam, gdzie będziesz patrzył. Myślę, że martwienie się o innych, podsuwa im właśnie ten scenariusz – wpatrywanie się w pędzące na Ciebie drzewo… ale oczywiście, mogę się mylić.

KamiL

 

 

error

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *